niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział XVI - Nieszczęśliwe skutki upadku

Witajcie! :D
Jestem z rozdziałem chyba ciekawym i chyba za dużych błędów nie ma... Długi jak na mnie... Myślę, że zaciekawi i będziecie wyczekiwać następnego :D

~Dedykowany Ari, żeby w końcu zaczęła czytać, bo w akcja kręci się w okół niej, a ona nic o tym nie wie xD~

Ariana gdy się obudziła poczuła dziwne uczucie - jakby nie mogła się ruszyć. Spróbowała pokręcić głową albo przekręcić na drugi bok ale to na nic. Ciągle była w tej samej pozycji.
Ciekawe ile dni już tu leżała.... Ciekawe jak po upadku czuł się Syriusz...?
Z rozmyślań wyrwał ją cichy głos pani Pomfrey:
- O... Obudziłaś się? - spojrzała na nią zaskoczona i wyszła drzwiami prowadzącymi na korytarz, nim Ari zdążyła się jej o cokolwiek zapytać.
Leżała bezruchu kolejne kilka minut, wzrokiem próbując odszukać Syriusza, na którymś z sąsiednich łóżek... Ale wszystkie były puste.
Do jej głowy zaczęły uderzać koszmarne myśli: A może nie przeżył upadku z 50 m wysokości? Lecz jednak szybko odsunęła tą myśl od siebie, a do jej głowy zawitała inna, bardziej entuzjastyczna, choć raczej niewiarygodna - Syriusz gdy upadał może dalej miał w ręce swoją miotłę i tuż przed zderzeniem z ziemią odzyskał przytomność i poderwał się na swojej miotle do góry aby dokończyć mecz...?
Tak w sumie, to jej wina. Gdyby zamiast grać nie była wpatrzona w niego i nie uważna, może to wszystko by się nie stało?
A no i jeszcze jedno: Kto wygrał mecz? Grali bez ścigającego, czy znaleźli kogoś na jej i może jego miejsce?
W tej chwili drzwi się otworzyły, ale nie wszedł nimi ani Syriusz, ani Poppy, ani Emily, ani Chloe, ani Victorie, ani Elizabeth, ani nawet Slughorn, tylko... Albus Dumbledore w towarzystwie Minerwy McGonagall i... Remusa Lupina, a także Severusa Snape'a.
- C-co wy tu robicie?! - wrzasnęła ze złością i z pewnością wygoniłaby wszystkich stąd gdyby nie to, że dalej nie mogła się ruszyć.
- Pani Shey - zaczęła oficjalnie McGonagall - obudziła się pani po dwóch tygodniach...
- Że co?! - krzyknęła ruda.
- Tak właściwie to po trzech - mruknął zły Snape pod nosem.
- Ari! - przez te same drzwi, którymi weszła delegacja wpadła teraz Emi i rzuciła się na nią - Myśleliśmy... mówili, że... Już się nigdy nie obudzisz! - spiorunowała wzrokiem grono nauczycielskie na czele z dyrektorem. Tuż za nią wpadła Chloe:
- Dzień dobry - powiedziała grzecznie i poszła przywitać się z Arianą, przy okazji zjadając w pośpiechu jedną z podarowanych jej przez nią czekoladowych żab.
- Yyy... Mogłybyście stąd wyjść? - bąknął Ślizgon.
- Och, już zostańcie i tak będzie trzeba wszystko odnotować w protokole - rzekł wspaniałoduszny Albus.
- No więc, tak jak już wspomniała panna Fox mieliśmy panią przenieść do Św. Munga, bo pani stan był naprawdę ciężki...
- To znaczy?! - ryknęła Shey.
- Znaczy, że... A tak w ogóle po co mam to mówić, jak pani pewnie i tak to odczuwa! A raczej nie! Nie zauważyłaś, że nie możesz się poruszyć?!
- To prawda?! Ojejku, Ari! - zaczęła rozpaczać Emily, a z jej oczu wypływały łzy.
- Czy mogę to po prostu dokończyć?! - wrzasnęła McGonagall - Więc za kilka dni przenosimy panią do Św. Munga, na rehablitację u najlepszych medykomagów w Anglii ale i na świecie.
- Ale dlaczego! Ja nie chcę, chcę tu zostać! - zaczęła z wściekłością krzyczeć ruda - Tu gdzie są moi przyjaciele!
- Dlatego zajmą się panią, w ramach projektu naukowego: Remus Lupin, Katherine Villane, Severus Snape i... Syriusz Black.
Łapa... To on żyje! Z serca dziewczyny spadł wielki kamień. Uśmiechnęła się i powiedziała tylko ciche: 'Dziękuję' po czym przyszła pani Pomfrey i wygoniła wszystkich z sali, tłumacząc ten czyn tym, że chora jest śpiąca. Może faktycznie jest zmęczona... Ale najpierw musi wszystko pomyśleć, bo od jutra jej los będzie w jego rękach.
***
Wieczorem przyszła ją odwiedzić jeszcze raz Emily. Zaplotła jej włosy w warkocz i usiadła na jej łóżku.
Z ust Ari natychmiastowo wypłynęły wszystkie pytania jakie jej ślina na język przyniosła.
- Kto wygrał mecz?
- Wygrali Gryfoni, no ale znicza złapali... - nie zdążyła dokończyć, bo ruda już zadała kolejne pytanie.
- A co z zadaniem Turnieju?
- No wiesz, nadal nad tym myślimy... - zaczęła blondynka.
- Mogę wam pomóc. Tylko powiedzcie mi jaka jest jego treść - uśmiechnęła się przyjacielsko.
- No więc... To będzie labirynt. Każda z nas wejdzie do niego z dwóch różnych stron. Wygra para, która spotka się w labiryncie jako pierwsza...
- To chyba łatwizna! - stwierdziła Shey i głęboko odetchnęła.
- Ale labirynt usiany jest pułapkami. Nie wiemy co w nim będzie i na tym polega ten problem. Wiemy, że będzie kilka stanowisk po dwa od każdego nauczyciela... I wiemy też, że przy jednym ze stanowisk od Slughorna trzeba będzie uważyć swój własny eliksir... U McGonagall będzie transmutacja... Siebie w człowieka z głową zwierzęcia... - teraz już obie zaczęły się martwić nie na żarty - u profesora Gładysza (przypomnienie - nauczyciel OPCM pochodzący z Polski) będzie trzeba walczyć z trolem, u Flitwicka wyczarować patronusa w ochronie przed dementorem, a u Sprout będzie trzeba zasadzić mandagorę... W sumie każdy z nauczycieli powiedział co będzie na tylko jednym stanowisku u niego, a ja niestety coś czuję, że te o których nam nie powiedzieli będą gorsze...
- Nie martw się! To z czym z tych rzeczy idzie ci najgorzej? - zapytała.
- Zdecydowanie transmutacja oraz eliksiry... Ja nigdy w życiu nie próbowałam nawet uważyć innego eliksiru niż według instrukcji profesora!
- Kiedyś musi być pierwszy raz - stwierdziła Ariana i umówiła się z Fox i Elizabeth jutro na piętnastą, aby przyszły z kociołkiem i różnymi składnikami potrzebnymi do zrobienia eliksiru.
***
Rano o godzinie ósmej, gdy Ari jeszcze spała, do Skrzydła Szpitalnego weszli Remus, Severus oraz Katherine. Lupin obudził ją głośnym: buuuu, na co ona zaregowała piskiem.
- Gdzie Syriusz? - spytała gdy już się rozbudziła.
- Jest na randce z Dorcas, powiedział, że przyjdzie później, na razie poradzimy sobie bez niego... - z oczu rudej zaczęły lecieć strumieniami łzy. Myślała, że on ją kocha, martwiła się o niego, on ją obronił przed tłuczkiem, a... Teraz ma inną. Chyba miała rację, że on kocha ją tylko przez chwilę.
- Może wolisz zostać sama...? - zapytała cicho Kath.
- A czemu niby ma zostać sama?! Chcesz zdać te egzaminy czy nie?! A ona jak chce wyzdrowieć i nie trafić do Munga to też powinna być posłuszna, a nie nagle ni z tego ni z owego zaczyna płakać! - zezłościł się Severus.
- Sev, nie musisz być taki ostry, ona po prostu chyba naprawdę musi zostać sama.
Skinęła głową na Remusa i cała trójka wyszła, a ona została sama.
***
- P-powiedziałeś jej?! Jesteś okropny! Miałeś milczeć albo jej powiedzieć, że mam poprawki i nie mogłem przyjść na czas! - to Syriusz krzyczał na Lupina - Wiesz, że ja ją kocham, nie obchodzi mnie, że jest Ślizgonką, nie obchodzi mnie nic! Kocham ją, rozumiesz?!
Po tych słowach wybiegł z Pokoju Wspólnego Gryffindoru i biegł przed siebie na ślepo, aż nie wpadł na jakiegoś młodszego chłopaka, który okazał się być... Jego bratem.
- Dobrze słyszałem? Zakochałeś się w Ślizgonce? - zdziwił się młodszy Black - Mama z pewnością będzie szczęśliwa gdy się dowie, nie uważasz? 'Nasz Syriusz w końcu wydoroślał i zrozumiał zasadę czystości krwi. Czyż to nie wspaniałe?' - idealnie naśladował piskliwy głos ich matki.
- Powiem jej o tym, że muszę ci kupować mugolskie słodycze, jeśli jej to powiesz więc buzia na kłódkę, albo ciebie też wydziedziczy.
Poszedł do biblioteki, w której o tej porze było najmniej uczniów, a w ogóle wcale. Była to bowiem pora obiadowa i wszyscy byli w Wielkiej Sali.
Co mam teraz zrobić? Ona mnie przecież nienawidzi, a to wszystko przez niego... Muszę coś zrobić, aby mi uwierzyła... Jeśli powiem prawdę, może pomyśleć, że kłamię... Jest coś silniejsze od szczerej rozmowy...
Nagle go olśniło - muzyka. Napisze dla niej piosenkę i zagra na gitarze! Wyciągnął jakąś pognieconą i podartą kartkę z kieszeni i zaczął pisać o uczuciach. O swoich uczuciach do niej. Czyli o miłości. Napisał o swoich błędach i o tym, że powinni zacząć od nowa, a ona znów powinna mu zaufać.
Gdy cały tekst był już gotowy poszedł do swojego dormitorium, które było puste, zamknął je zaklęciem aby nikt mu nie przeszkadzał, wyciszył, aby nikt nie dowiedział się o niespodziance, a już w szczególność Lunatyk, bo znowu mógł jej wygadać...
Chwycił za gitarę Jamesa i zaczął brzdąkać. Szło mu coraz lepiej, aż w końcu ułożył muzykę do swojej piosenki.
W końcu położył się na łóżku i zasnął, a śnił o tym, że znów jest z nią.

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział XV - Quidditch po raz pierwszy

Witajcie :D
Mamy rozdział szybciej! ^^ (o jeden dzień xD) Cieszycie się? Chcę widzieć las rąk xD
Oglądam powtórkę HP i kończę rozdział :P
Dedykuję rozdział LunesDor <3

***
Przez kilka dni nigdzie nie było widać Emily i Elizabeth. Obecne były tylko na śniadaniu i obiedzie w Wielkiej Sali. Nie chodziły na lekcje. Często znikały gdzieś tajemniczo. Było tak od czasu gdy ogłoszono, niestety nie przy uczniach treść pierwszego zadania. Severus Snape też nie chodził na lekcje. Za to Remus Lupin tak. Tłumaczył to tym, że w tym roku są SUM-y, a on nie chce przegapić żadnego tematu, czy nawet powtórek.
James spotykał się z Lily, a Syriusz znalazł nową przyjaciółkę - Dorcas Meadowes.
Nosiła okulary o czarnych oprawkach, miała cudne niebieskie oczy, była dosyć niska ale miała swój własny styl. Jej włosy były czarne.
Przyjaźniła się z Evans choć była jej całkowitym przeciwieństwem. Lubiła psocić, spędzać czas z Huncwotami... Wcale nie przejmowała się nauką!
Należała do Gryffindoru i była na tym samym roku co oni, dzieliła dormitorium z Evans.
Podczas pewnego śniadania w Wielkiej Sali, w której uczestniczył Snape, postanowiła razem z chłopakami wywinąć mu kawał...
Zaklęciem Wingardium Leviosa podmieniła kubki z piciem Ślizgona. Zamiast soku dyniowego dostał eliksir wielosokowy z włosem Jamesa Pottera.
Wypił go ale nic się nie stało. Oczywiście do czasu. Wystarczyło nawet nie 5 minut, a przy stole Slytherinu siedział lubiący psoty Gryfon w okularach.
Po chwili ze stołu nauczycielskiego rozległ się wrzask:
- Potter!
Prawdziwy James schował się pod stół i stamtąd obserwował dalszy rozwój wydarzeń.
Profesor McGonagall podeszła do Severusa i pociągnęła go za ucho.
- Co ty niby robisz przy stole Ślizgonów?!
- Siedzę tam gdzie moje miejsce, pani profesor - odparł nie zauważywszy swojej przemiany Snape.
- Szlaban, Potter, szlaban! Dzisiaj o osiemnastej, u mnie w gabinecie! - spojrzał zaskoczony na Minerwę która te słowa zwracała właśnie do niego.
- Ale ja nie jestem Potter, tylko Severus...
- Nie kłam mi tu w żywe oczy! Lepiej spójrz na swoje odbicie!
Dopiero teraz dostrzegł, że zamiast krawatu i szaty w kolory zielony i srebny, ma czerwony i złoty. Dotchnął ręką swoich zazwyczaj tłustych długich włosów, a zamiast tego poczuł puszyste roztrzepane włosy!
- J-jestem Jamesem! - wrzasnął i wybiegł z Sali.
- Hahahahahahahahahha!! - śmiech dochodził z korytarza, którym szła paczka z domu Gryffindora, nabijając się ze Snape'a.
- I ta jego reakcja! - Syriusz aż trzymał się za brzuch, bo rozbolał go od śmiechu.
- Ale wiesz, że będziesz musiał odrobić ten szlaban? - spoważniała Lily.
- No co ty, kotek! Ta wersja eliksiru jest silniejsza, dobrze uważony powinien działać z dwa tygodnie! Stara Minerwa i tak go dopadnie!
- A ty przez ten czas będziesz chować się w dormitorium?
- No co ty, skarbie, mamy wszystko obcykane! Syriusz będzie mi przynosił jedzenie z Wielkiej Sali, Snape dostanie kolejne szlabany za moje nieodrobione lekcje...
- Za tydzień mamy mecz Quidditcha! Chyba nie pozwolisz temu Ślizgonowi zniszczyć nam pierwszego meczu w sezonie! On zhańbi cię James! Zniczy twoją... Twoją... chwałę! A tak być nie może!
- Yyy... Zamknie się go w jakiejś szafie czy coś na czas meczu... - kombinował Potter.
***
W ostatniej chwili przed meczem okazało się, że ścigający Ślizgonów - Nick Marley, dostał niespodziewanego ataku wymiotów i nie może grać.
Gdy Emily z przyjaciółkami wchodziły już na trybuny dogoniła ich dzisiejsza komentatorka meczu - Elizabeth.
- Ari, wasz ścigający aktualnie nie może grać... Poproszono mnie abym poszukała nowego, a z tego co mówiłaś grasz z rodzicami i dobrze ci idzie... To co?
'Ta. Myślą, że ona gra dobrze? To chyba nie widzieli jak ja gram' pomyślała ze złością Victorie.
Ariana pobiegła w kierunku szatni Slytherinu z twarzą na której malowało się szczęście.
Gdy jednak otworzyła drzwi do szatni jej mina spoważniała i nie czuła się już taka pewna.
- Hej... - zobaczyła umięśnionego, przystojnego kapitana jej dotychczasowej drużyny - Dylana Russo - starszego brata Vic - Niby mam być waszą ścigającą na dzisiejszy mecz...
- Tak? - zdziwił się - Jeśli tak to siadaj, zaraz dam ci nasz rezerwowy kostium - uśmiechnął się do niej.
Podał jej sweter w kolorach zieleni i srebra na którym wyszyty był także herb Slyterinu - w miejscu serca. Po chwili doniósł jeszcze wygodne buty sportowe, oczywiście najpierw pytając się jej o numer.
Gdy już wyszła z garderoby w stroju drużyny, rozpuściła swoje długie rude włosy i chwyciła w dłoń jedną ze szkolnych mioteł wyglądała naprawdę olśniewająco.
Wyszła z resztą drużyny ustawiona na samym końcu.
Kapitani - James Potter oraz Dylan uścisnęli sobie dłonie i na gwizdek pani Hooch wszyscy wystrzelili w powietrze.
(jaki zbieg okoliczności, że pisząc to oglądam mecz Quidditcha w HP ~od autorki)
- Ruszyli! Smith z drużyny Gryfonów uniknął uderzenia tłuczkiem... Ma kafla, zbliża się i... Dostał w głowę tłuczkiem, a to wszystko dzięki Pettersonowi, pałkarzowi Slytherinu!
- Kafla ma Shey, nowa ścigająca Ślizgonów! Dalej Ari, dalej, dasz radę!
- Pani Thomas, nie wolno dopingować! - skarciła ją McGonagall.
- I... Jest, będzie strzał... Gol! Slytherin prowadzi - dziesięć do zera!
 W sektorze domu węża rozległy się oklaski oraz wrzaski typu: "Ślizgoni zwyciężą!"
- Potter oraz Wenchester krążą nad boiskiem w poszukiwaniu Złotego Znicza, może się pokazać w każdej chwili! Przy kaflu Lucken, z domu lwa i... Remis! Dziesięć do dziesięciu! 
Ariana zawisła w powietrzu i obserwowała poczynania Gryfonów. Dzięki temu znała stratedię każdego z nich. Było pięćdziesiąt do dziesięciu, gdy miała rozgryzione ruchy każdego... oprócz Syriusza. Grał na pozycji ścigającego, zupełnie jak ona. 
Do rzeczywistości przywrócił ją krzyk Emily i Chloe:
- Ari, graj, bo przegrywamy, wszystko w twoich rękach! 
I faktycznie - teraz Gryffindor prowadził osiemdziesięcioma punktami. 
- Kafla ma Russo, podaje do Shey... I... Black przejmuje kafla! Kolejny strzał Gryfonów!
Sektor po prawej stronie ryknął z radością.
Arianie wydawało się, że usłyszała przy swoim uchu szept: przepraszam.
To było.... Dziwne. Wydawało się jej, że to głos jej ukochanego Blacka. Chociaż... Pamięta jak on często zmienia dziewczyny i może on jej wcale nie kocha, a ona jego?
- Kafla znowu ma Syriusz... odbiera mu go Ariana, ta para ma coś do siebie - zażartowała Elizabeth.
Och to zupełnie tak jakby wiedziała! Tym razem Black usłyszał słowa przeprosin gdy obok niego przeleciała Ślizgonka.
- Shey po raz drugi wbiła kafla w obręcz, och chyba inni się za bardzo się starają... No ale nie ważne! Potter dostrzegł znicz, nurkuje w dół ale... Znicz już z powrotem zniknął!
Ariana spojrzała na postać Łapy... Wydawał się taki męski, odważny, czarne włosy były roztrzepane, to pewnie przez wiatr... Nagle zobaczył co chce zrobić! Strzelić w obręcz! Szybko do niego podleciała i podała kafel do Willingtona, a w tej chwili dwa tłuczki podleciały w jej kierunku... Pierwszym oberwał Syriusz, który próbował ją obronić, a drugim dostała ona. W tej samej chwili nieprzytomni zlecieli w dół na murawę.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział XIV - Uczuciowe zamieszanie

Witajcie! :D
Sorki, wakacyjny leń był, ale mam ten rozdział... Wiem, że troszku (troszku?!) kiepski no ale jak na po przerwie to nawet jest ok :P *sprawdza wiadomość od Vic* *sprawdza wiadomość od Ari* Co one tak do mnie piszą? xD No dobrze, boli mnie ucho i palec więc już kończę, następnego rozdziału (lepszego i dłuższego) możecie się spodziewać za tydzień ;) Nie ma to jak dobre rady Ari, że skoro boli mnie palec to mam pisać innym :')
Miłego czytania! :*

***
Następnego dnia podczas kolacji zwołano wszystkich uczniów i kazano im być w Wielkiej Sali w godzinach 19:00. Gdy już wszyscy się najedli na środek wyszedł Dumbledore i krzyknął:
- Kochani! Zebraliśmy się tu w związku z Turniejem Trójmagicznym! Wylosujemy osoby, które wrzuciły kartki do czary, ponieważ I zadanie będzie trzeba wykonywać w grupach. Wszyscy "partnerzy" będą z Hogwartu, zostało to przez nas wcześniej ustalone - wskazał ręką na innych dyrektorów - No więc dobrze... Najpierw pomocnik lub pomocnica Remusa Lupina, z Hogwartu! Wielkie brawa dla niego! A jego pomocnikiem - spojarzał na karteczkę - zostaje... No cóż, Severus Snape, gratuluję! Panie Snape, proszę przyjść tu na środek!
Zdziwiona Kath zakryła usta dłonią i spojrzała na swojego chłopaka. On pobladł ze strachu i zaskoczenia, przecież nie wrzucał karteczki, więc czemu....
- No dobrze, a teraz ktoś kto przyłączy się do Elizabeth Thomas, z Beauxbatons! Niniejszym ogłaszam iż w tym zadaniu będzie współpracować z... - rozwinął i przeczytał skrawek papieru - Uważam iż świetnie trafiła, bo pomagać jej będzie Emily Fox!
Emi podbiegła do koleżanki z dormitrium i uśmiechnęła się do niej znacząco.
- Teraz czas na pomocnicę bądź pomocnika Jeydona Wale'a.... O już wiemy, iż jest to Victorie Russo! - krzyknął gdy przeczytał treść karteczki.
- No dalej, zapraszamy wszystkich pomocników na środek!
Nie zadowolony oraz zdziwiony Snape stał i patrzył się w stół Gryfonów. Nagle jego wzrok padł na Pottera. "Co ten smarkacz znów wymyślił?!" - zezłościł się. Nie zwracając uwagi na oklaski wyszedł z sali przy okazji z pomocą zaklęcia niewebralnego gdy przechodził obok wroga uniósł go wysoko do góry.
Natomiast Victorie także była wściekła. Może i tego chciała, może i to było jej marzenia i szansa, ale... dlaczego on?! I dlaczego ich pierwsze spotkanie było takie dziwne, a nie mogli pogadać tak jak normalni ludzie...? A teraz, jakby tego było mało, dyrektor ogłosił ich parą, normalnie świetnie! Nie chciała patrzeć na Emily i Elizabeth, które cieszyły się jak głupie.
Po ogromnych brawach i wiwatach Ślizgonów przyszedł czas na ogłoszenie zadania uczestnikom na osobności.
Lunatyk został poproszony o przyprowadzenia Severusa do gabinetu dyrektora. Gdy tylko stanął przed pokojem zorientował się iż nie zna hasła.
- Smaczne ciastka - powiedział, iż do niedawna funkcjonowało to hasło. Jednak okazało się iż zdążyli już je zmienić.
W myślach szybko uporządkował sobie listę możliwych haseł. Po wielu próbach w końcu odgadł:
- Mroczny pudding - okazało się być poprawne.
Wszedł do pokoju wspólnego znajdującego się w Lochach i zastał chłopaka siedzącego przed kominkiem i rysującego płonącego w nim Rogacza. Trzeba przyznać, miał talent plastyczny...
- Ej, Snape, rozumiem, że teraz może chcesz być sam, i wściekać się na Pottera, ale... Wiesz, decyzja zapadła, więc chodź lepiej, nim przyjdzie po ciebie Albus ze Slughornem...
Po czym wyszedł, lecz zaczekał przed drzwiami na "kolegę".
***
Ann zdenerwowana zmierzała w kierunku swojego dormitorium, wracając z randki z Jamesem.
Okazało się, że Lily miała rację, ale miłość Jamesa była też w połowie, bądź 1/3 prawdziwa. Nie wiedziała co o tym myśleć i pomimo przepraszania Pottera za swoje zachowanie zdecydowała, że musi to przemyśleć, ale jej odpowiedź w 99% brzmi nie.
A teraz co?! Już po 10 minutach od zerwania wrócił do Evans, tu wszystko jest nie tak jak miało być! Miała się zastanowić, aby trzymać go w napięciu i po jakimś tygodniu powiedzieć mu: "Tak James, kocham cię i chcę być z tobą pomimo wszystkiego".
Lecz on jednak woli Lily, jak widać Gryfonki, bądź rude są dla niego o wiele atrakcyjniejsze... No cóż, zachował się okropnie, to fakt i trzeba mu to przyznać. Ona znowu jest sama, porzucona i ma ochoty na chłopaków.
***
Gdy Emily i Ariana zeszły rano na śniadanie niespodziewanie nadleciały do nich sowy.
Biały puchacz rodziny Fox stanął przed Emi z kopertą i paczką przywiązanymi do nóżki. Do Ari nadleciała jedna z... maleńkich podobnych do szkolnych sówek.
Gdy tylko Shey przeczytała swój list, ukradkiem popatrzała na stół Gryfonów jakby kogoś tam szukała ale w końcu znów spojrzała na papier i się zarumieniła.
Blondynka otworzyła kopertę i zaczęła czytać:
Droga Emi, 
Dosyć dawno się nie widziałyśmy ale myślę, że mnie pamiętasz. Z tej strony Julie. Bardzo żałuję tego, że nie spotkałyśmy się w wakacje, ponieważ byłam na wyjeździe, ale może wpadniesz w te Boże Narodzenie do domu? 
Myślę, że kolejny rok Twojej nauki w Hogwarcie przyniesie ci satysfakcję i pomyślnie zdasz SUM-y. W każdym razie będę trzymać za ciebie kciuki. 
List jest krótki, bo w tej mugolskiej szkole, zwłaszcza w 3 gimnazjum mam masę nauki i także podobnie jak ty egzaminy. 
Przesyłam wiadomość przez sowę Twoich rodziców, którzy powiedzieli, że mogą mi ją pożyczać kiedy będę chciała do ciebie napisać. 
To tyle, myślę, że będziemy w kontakcie i napiszesz co tam u ciebie.
Czekam aż znowu się spotkamy.
Uściski, 
Julie  
Ps.: Dołączam moje zdjęcia z wakacji, może one ci poprawią humor i przypomną o mnie :)

Tak jak napisała jej przyjaciółka, po przejrzeniu koperty z środka wypadły zdjęcia. Pierwsze jakie zobaczyła przedstawiało brunetkę o brązowych oczach, dość wysoką, ubraną w T-shirt z myszką Mickey oraz szorty na tle wieży Eiffle. Było jeszcze kilka innych zdjęć z Paryża. 
***
Zaraz po śniadaniu Ariana biegiem ruszyła przed obraz z owocami obok którego stał Syriusz. Uśmiechał się, rękami zasłonił jej oczy, odsłonił je dopiero wtedy gdy byli już w jakimś tunelu. Wtedy mrunkął pod nosem Lumos a z jego różdżki wydobyło się światło. 
Po 15 minutach drogi Ari dopiero się odezwała:
- Wiesz co, Black? To chyba najromantyczniejsza randka świata. 
- Wiem, doskonale o tym wiem skarbie. 
Po kolejnych pięciu minutach doszli do klapy w podłodze i nią weszli na powierzchnię. Znaleźli się w Miodowymi Królestwie.
-C-co? J-jak? - zdziwiła się ruda. 
- Już wiesz skąd mam Piwo Kremowe i Ognistą Whisky na każdą okazję - puścił do niej oczko.

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział XIII - Chloe, Potter i... ruda?

Witam c: Przychodzę z jak na mnie długim rozdziałem :) Ogólnie mi się tam podoba ^^ Następny najprawdopodobniej w niedzielę, pośpieszę się dla Elizki aby przeczytała przed wycieczką <3 I czasem spędzonym ze mną ^^ Dzisiaj ostatni sprawdzian w tym roku szkolnym, jak będzie 4 to trzeba się cieszyć xD I pytanko: chcecie mój stary one-shot o Jily? Jest długi, serio, 5 stron Wordowych, a pisałam go całą noc xD Dodałam zakładkę "Pytania do bohaterów" możecie zajrzeć i zadawać pytania xD No, i co w sumie mam dalej przedłużać? xD

Dedykowany Elizce i "Motywacji" (dawno cię Vic tak nie nazywałam :o) oraz Ann, skoro to o niej w większości będzie ten i następny rozdział xd
Wieczorem, gdy dziewczyny już przygotowywały się do spania, do pokoju wleciała z wrzaskiem Chloe:
- Wiecie co, wiecie co?! Nie zgadniecie...! Zostałam dziewczyną Jamesa Pottera! Tak, tego Jamesa Pottera! Z naszego roku! Tego przystojnego i w ogóle...!
- To ten, w którym podkochiwałaś się od pierwszego wejrzenia? - spytała Emily nie podnosząc głowy znad książki, która miała bardzo ciekawy tytuł: "Muzeum strachu".
- Tak właśnie w tym! No, bo wiecie... - chciała opowiedzieć Ann.
- Słuchaj, o tym przez cały dzień mówi już cała szkoła, słyszałyśmy tę historię już kilkadziesiąt razy - przerwała jej Vic - Daj naszym uszom odpocząć choć kilka minut, zanim znowu usłyszą to samo.
Zrozpaczona Wolf umilkła. Chciała opowiedzieć im to wszystko z jej punktu widzenia, co wtedy czuła i tak dalej. Chciała zacytować dokładnie jego słowa, które popłynęły z jego idealnych ust. Chciała opisać ten błysk w jego oczach, gdy jej to wszystko wyznawał. Chciała przeżyć tę chwilę jeszcze raz.
Później chciała jeszcze raz podjąć ten temat i opowiedzieć im o chłopaku jak ze snów, lecz po prostu nie chciała poczuć się znów niezrozumiana.
Było już sporo po północy gdy obudziła się i spytała na głos:
- Dziewczyny śpicie?
Od razu otrzymała odpowiedź Fox:
- Teraz - ziewnęła - już nie.
- Emi! No, bo wiesz, teraz mi się śniło, że poszłam z Potterem na randkę do Hogsmeade, nie wiem czemu, ale mi się wydaje, że on i jego kumple bardzo często odwiedzają to miasteczko, nawet moja mama gdy była tam kilka razy służbowo to ich widziała. Ale to nie ważne... No bo trwała lekcja ze Slughornem, a on wtedy tak zaczął się do mnie przysuwać i kiedy nie patrzałam to położył przedemną czerwoną karteczkę w kształcie serduszka, na której było napisane: "3 listopad, randka z Chloe, godzina 19:00". Więc zaraz po skończonych zajęciach zaczęłam się szykować, no i poszłam. Nie napisał gdzie więc usiadłam pod drzwiami Hogwartu kilka minut przed czasem, a później on tam przyszedł. I... Zaprowadził mnie, za ten portret z tymi owocami, na trzecim piętrze, kojarzysz? No, i później, na nim jest namalowana gruszka, on wyciągnął różdżkę i dotchnął nią tej gruszki, a wtedy portret się odsunął. No i bałam się trochę iść za nim, no ale poszłam... Jak myślisz, to się spełni?
- Hm... Nie wiem, wszystko możliwe, Ann, a teraz idź spać, bo jutro, a w sumie to już dzisiaj, mamy trzy godziny eliksirów...
- Ej, Emily, a dzisiaj jest 3 listopada! Dzień ze snu i lekcje jak ze snu! A może to co mi się śniło serio się spełni...
Ale blondynka już jej nie odpowiedziała, ponieważ spała w najlepsze, i tym razem nawet najgłośniejsze krzyki Wolf by jej nie obudziły.
***
Ranek nastał szybko, aż za szybko. Przez całą pierwszą godzinę ze Ślimakiem, wszystkie zasypiały, widać było jednak, że nie tylko one miały ciężką noc - James, Black i Pettigrew spali na ławce, a Lupin nawet nie pofatygował się aby przyjść na lekcje. Jednak Potterowi szybko wracał humor ilekroć spojrzał na Chloe.
Uśmiechał się do niej tajemniczo, nawet cieszył się wtedy, gdy nauczyciel oznajmił, że dostaje "T", bo jego eliksir był najgorszy w całej klasie. Widać było, że na coś czeka. Ale na co...?
Podczas dwóch następnych godzin nie wydarzyło się nic szczególnego. Oczywiście nie licząc straconych przez Gryfonów stu punktów, ale to już naprawdę był standard na tych lekcjach.
Gdzieś około siedemnastej, gdy Ann siedziała sama na Błoniach i 'opłakiwała' niespełniony sen, przysiadł się do niej Rogacz.
- Ej, Wolf, co to za smutna minka, co jest? - zapytał, zaskoczony. Nie odpowiedziała - No to, może na poprawę humoru, dzisiaj będzie nasza pierwsza randka? Planowałem ją dopiero za tydzień, ale nie mogę patrzeć na to jak się smucisz. Bądź gotowa około dwudziestej, będę na ciebie czekał - po czym przytulił ją czule i odszedł.
Dziewczyna poczekała aż zniknie z zasięgu wzroku, po czym wstała i pędem ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
Gdy tylko weszła do swojego dormitorium, wyrzuciła ubrania z szafy, a gdy napotkała pytający wzrok Liska powiedziała:
- Mój sen się spełnił! Może w trochę innych okolicznościach, ale liczy się, że się spełnił, prawda? - po czym zaczęła przymierzać sukienki, spódniczki i t-shirty.
Stwierdziła, że nie ładnie jej w krwistoczerwonej sukience i bordowych butach na koturnach oraz, że nie pasuje jej biała bluzka w komplecie z czarną spódniczką. Przymierzała jeszcze wiele ubrań, aż w końcu zdecydowała się na skromną sukienkę w kolorze czekoladowym, gdyż będzie ładnie podkreślać jej kolor oczu. Do tego ubrała trampki, bo zdecydowała, że w tej kwestii postawi na wygodę. I dobrze zdecydowała.
Zjawiła się przy drzwiach punktualnie o dwudziestej. On już na nią czekał.
Zaprowadził ją, o dziwo, pod Bijącą Wierzbę, która tym razem zastygła w bezruchu. Dostali się do jej korzeni, a on poprowadził ją w dół dziwnym korytarzem.
Ta droga trochę im zajęła i pomimo ciągłych pytań dziewczyny gdzie idą, James milczał jak zaklęty. Po 20 minutach dotarli do jakiś drzwi, a wtedy chłopak przemówił:
- Chloe, słuchaj, to okropnie ważne... To, że cię tutaj zabrałem musi być tajemnicą, nikt nie może się dowiedzieć, że jesteśmy... tu. Dobrze? Bo inaczej będę miał kłopoty...
- Potter, do chol... gdzie mnie zabierasz?! I czemu mam nikomu o tym nie mówić?! - zdziwiła się Ann.
- Bo... byłoby zadużo tłumaczenia gdybym ci powiedział trochę więcej, i gdzie jesteśmy i dlaczego... I musiałbym ci powiedzieć o mojej tajemnicy, a jeszcze... Nie jesteś na to gotowa, i ja też nie jestem.
Nie  mówili już nic więcej, po prostu on otworzył drzwi aby wpuścić ją do środka.
Następnie dalej milczeli, bo dziewczynę zamurowało. Jej uwaga skupiała się na cudnie wystrojonym stole. Był obsypany płatkami róż, lecz uwagę przyciągała świeca w kształcie serca z napisem "Chloe i James". Dziewczyna po otrząśnięciu się z pierwszego szoku wydusiła z siebie tylko:
- Och, James j-jesteś cudowny! K-kocham cię!
***
Następnego dnia rano, Lily Evans obudziła się bardzo wcześnie i w zamyśleniu poszła do Wielkiej Sali. Liczyła na to, że spotka tam Ślizgonkę, lecz niestety nie.
Postanowiła więc, że odczeka do końca lekcji i wtedy postara się odzyskać chłopaka.
Czas przeciągał się niemiłosiernie, lecz w końcu udało jej się złapać Chloe na osobności. Wepchnęła ją do najbliższej wolnej klasy i bez żadnych wstępów zaczęła mówić:
- On cię nie kocha, nie widzisz tego? On jest z tobą tylko na pokaz, rozumiesz? To bajeczka, którą próbuje ci wcisnąć i nic więcej.
- O kim mówisz? - zdziwiła się Ann.
- A o kim niby? A no tak, Ślizgonka, jak zwykle tempa... O twoim "chłopaku" - pokazała rękami cudzysłów - Potterze.
- I co, spróbujesz go odzyskać...? Słuchaj, wiem, że niewiele osób o tym wie, ale jestem akurat  w to wtajemniczona, więc... A co z tobą i Lupinem? Biedak się znowu załamie - dziewczyna z domu węża nie miała zamiaru być miła wobec przeciwnika.
- Słuchaj, nie wtrącaj się, bo masz niepełne informacje. I czym cię niby oczarował? Świecą z twoim i jego imieniem? On pokazuje to każdej i wie, że jego metoda zawsze działa, więc czemu nie miałaby zadziałać na ciebie? - Wilczek zrobiła zdziwioną minę - No i co, miałam rację. To jego uwodzicielskie sztuczki. Wyznał ci swoją tajemnicę? - Ann chciała jej przerwać ale ona mówiła dalej - Ach, no tak, to jasne, że nie, bo cię nie kocha. Powiedział o tym tylko mi. - powiedziała z dumą.
Lecz nim skończyła mówić, Wolf już dawno tam nie było. Pobiegła do dormitorium, chciała być sama. Nie wierzyła jej, ale wiedziała, że ruda wie o nim naprawdę wszystko, w końcu są... a przepraszam byli, razem przez pięć lat.
Z niechęcią pomyślała o tym, że ma za dwa dni kolejną randkę z tym Gryfonem. Lecz tym razem chce wykazać się odwagą i szczerze z nim porozmawiać, ale do tego czasu ma go naprawdę dość!

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział XII - Nowy współlokator

Kochani, witam, wracam! <3
Tęskniłam i chociaż jeszcze trwa "remont" poprzednich rozdziałów, to nie mogłam się oprzeć napisaniu tego :D Więc opiszę po prostu co ulegnie zmianie - dziewczyny są na piątym roku! ;) Całej przeróbce ulegną tylko 3 pierwsze rozdziały, to tyle... Miłego czytania! :*
Ps.: przez przypadek usunęłam kom Alicji Sims, przepraszam ;-;

***
Rano, gdy dziewczyny się obudziły czekała je niespodzianka. Przez noc pojawiło się nowe łóżko, a obok niego stały dwie walizki. Ich właścicielki nigdzie nie było widać, najwyraźniej zeszła już na śniadanie. Postanowiły też zejść na dół i coś zjeść, popierając słowa Ari: "Aby czegoś się nauczyć, trzeba być najpierw najedzonym". Ku zaszkoczeniu Ślizgonek, gdy weszły do Wielkiej Sali, nikogo tam nie było. Blondyna niechętnie zerknęła na zegarek:
- Już dziesiąta! Lekcje trwają od godziny! - oznajmiła koleżankom i pobiegła do Lochów, bo tam odbywały się eliksiry.
Ledwo co otworzyły drzwi, a już usłyszały niemiły głos Slughorna:
- Przykro mi to mówić, naprawdę, ale... Wolf, Shey, Fox i druga Shey, minus 40 punktów dla Slytherinu, po 10 za spóźnienie każdej z was!
Jednak chytrość domu węża przezwyciężyła Horacego i z wielką radością odejmował punkty Gryfonom za każde niedociągnięcie. Przy stole obok trwała zawzięta rozmowa Pottera i jego dziewczyny.
- Evans, no kurcze, nie rób mi tego, daj się wyciągnąć na randkę, a nie ciągle zakuwasz do SUM-ów... Nie dostaniesz z jednego przedmiotu W i co? Świat się skończy? - żywo gestykulował i tłumaczył Rogacz.
- Może dla ciebie, to nie takie ważne... Czasami wiem, że i tak mnie nie zrozumiesz - zdążyła stwierdzić nim Gryffindor stracił kolejne 10 punktów za gadulstwo.
Tym czasem obok biurka, Mistrz Eliksirów przysłuchiwał się bacznie tej rozmowie. Na jego twarzy widać było uśmiech satysfakcji.
***
Po skończonych zajęciach Victorie poszła odszukać dziwnego Jeydona. Ciekawe jak zareagował na to, że go wylosowali... A zresztą, czemu ją to zastanawia, przecież wrzucił karteczkę, bo tak chciał, jego sprawa. Nie wiedziała też, czemu stara się go odnaleźć, po prostu tak jakoś wyszło.
Przemierzała korytarze zamku, w poszukiwaniu chłopaka. Zamiast niego trafiła na zrozpaczonego Remusa. Postanowiła go pocieszyć i zachęcić aby poszedł na popołudniowe zajęcia.
Ten jednak gdy tylko ją zobaczył zniknął za rogiem, a jej nie chciało się go szukać (ani nawet Jey'a) więc wróciła do Pokoju Wspólnego i zajęła się swoją pracą domową z astrologii.
***
Dziewczyny bardzo czekały aby poznać tożsamość nowego lokatora ich dormitorium. Była już godzina 21:30 gdy Ariana weszła do pokoju z butelkami piwa kremowego w ręce.
- No co? - zapytała gdy napotkała spojrzenia przyjaciółek - Przecież nie będziemy tu tak siedzieć bez niczego, trzeba się rozruszać!
- Skąd to masz? - spytała Wolf srogim tonem.
- Przecież doskonale wiesz, że od B... Od tego co zawsze.
Nie czekały nawet pół godziny gdy do ich dormitorium weszła piękna szatynka.
- Hej... Myślałam, że już śpicie... - nim skończyła mówić, dostała w głowę poduszką od Russo i została zaproszona do kręgu.
Okazało się iż Emily udało się opanować świadomy sen i teraz opowiadała co jej się śniło, i co zrobiła mając tą umiejętność. Latała w powietrzu jak ptak, potrafiła oddychać pod wodą... Reszta opowiadała co by zrobiła gdyby im się udało. Na tej rozmowie zleciała im połowa nocy.
Jako pierwsza tej nocy zasnęła ruda. Wyczarowała stos fioletowych poduszek i oparła się o nie, a kilka minut później już spała. Następnie zmęczenie dopadło siostrę Shey, która ściągnęła z pobliskiego łóżka koc i się nim przykryła.
Teraz zaczęły się rozmowy o chłopakach. Vic opowiadała o tym Jeydonie, jego dziwnym zachowaniu oraz tym, że nie wiadomo czemu go szukała. Elizabeth zanuciła "Miłość rośnie w okół nas" a Emi jej wtórowała.
Po jakimś czasie Chloe znudziło się słuchanie tych głupot i poszła spać. Zostały tylko we trzy. Niechętnie wypijając pozostałą zawartość swoich butelek udały się do łóżek.
Następnego dnia Fox obudziła się już o 7:00. Miała jeszcze dwie godziny do rozpoczęcia lekcji. Przemyślała wczorajszy wieczór i zauważyła, że wcale nie zna Thomas, czyli ich nowej współlokatorki. Reszta jeszcze spała, więc poszła do łazienki, a następnie zmieniła swoją piżamę na cudowną granatową sukienkę w kokardki, a kapcie na prześliczne koronkowe niebieskie baleriny.
Godzinę później, w czasie śniadania, "Ślimak" podszedł do nowej znajomej i wręczył jej plan lekcji w czasie pobytu w Hogwarcie. Okazało się, że ma dokładnie te same lekcje co dziewczyny, więc się bardzo z tego powodu ucieszyły.
***
Lily bardzo przejmowała się zachowaniem Lupina, o wiele bardziej niż narzekaniem Jamesa. Po zajęciach przyniosła Remmy'emu czekoladę i od tego zaczęła się sprzeczka ze swoim chłopakiem.
Zazdrosny Potter rzucił dziewczynę na oczach całego Pokoju Wspólnego Gryfonów, a opowieść o tym szybko rozeszła się po szkole.
Różne panny popisywały się przed nim zaraz po tym incydencie. Kiedyś po czymś takim ruda poszłaby do Severusa, ale odkąd on znalazł swoją miłość... Nie chciałaby mu tego zepsuć.
Natomiast Rogacz postanowił 'pożyczyć' sobie jej plan i zaczął szukać nowej wybranki wśród Ślizgonek. Nagle obok niego pojawiła się Ann, która, trzeba przyznać była nawet ładna, wystarczająco miła ale i za razem chamska, opiekuńcza, troskliwa i nie szalejąca za nim... Jednym słowem do takich wybryków... Ideał!
Udał, że przypadkowo na nią wpadł gdy wracała z biblioteki, a gdy 'schylił' się aby podnieść jej książki, ukląkł na jedno kolano i powiedział:
- Chloe... Ja zrozumiałem, że... Myślałem, że nie ma ideałów, a jednak... Ty jesteś - zapodał jeden ze swych olśniewających i przypominających szczere uśmiechów - Więc, Chloe Ann Wolf czy zechcesz zostać moją dziewczyną?
Zapadła niepokojąca cisza, ale pomimo tego można było usłyszeć cichutko wypowiedziane przez dziewczynę słowo: "Tak."

sobota, 23 maja 2015

Miniaturka - Draluna

Hej :)
Dawno nie było miniaturki... A co do rozdziałów to mam już ogarnięty prolog więc można go już poczytać ;)
Miłego czytania :* Oprócz pierwszych rozdziałów nie będzie większych zmian ;)

***
Dzisiaj jest ten najważniejszy dzień, który zadecyduje o jego karierze Śmierciożercy. Już dzisiaj zabije Dumbledore'a, już dzisiaj pokaże kto tu…
- Draco, wstawaj, musisz dziś wypaść szczególnie olśniewająco! - do jego pokoju wpadła Pansy Parkinson, rzucając mu na łóżko szatę Slytherinu – W końcu dzisiaj wszyscy dowiedzą się o prawdziwym tobie! - świergotała radośnie.
„Dlaczego to akurat ty masz mnie przygotować...” - ze złością stwierdził chłopak ale nie powiedział tego na głos, tylko posłusznie się ubrał. Ślizgonka nie szczędząc słów zachwytu układa mu z włosów wybujane fryzury, gdy on niezadowolony od czasu do czasu komentował to nie mile. Z ogromnym zadowoleniem stwierdził iż dziewczyna może już wyjść i nie będzie mu więcej potrzebna.
Stanął przed lustrem uśmiechając się do siebie i mówiąc:
- Dzisiaj pokażę, że Severus Snape jest porażką! - po czym przeczesał ręką włosy, niszcząc ich układ, przerzucił przez ramię torbę i z wymalowaną satysfakcją na twarzy wyszedł z dormitorium.
***
Biegła korytarzem na bosaka w kierunku pokoju Życzeń. Hermiona powiadomiła ją o spotkaniu się w tym miejscu członków GD. Ciekawe co się stało skoro nie spotkali się tak od jakiegoś roku…?
Zamyślona wpadła na jakiegoś chłopaka, ze starszej klasy. Pomógł jej wstać, lecz gdy ujrzał jej twarz błyskawicznie ją odepchnął.
- Nie zawracaj mi czasu, a i przy okazji: patrz jak chodzisz! - podłożył jej nogę nim zdążyła wstać.
Zszokowana ale potrafiąca zachować trzeźwy rozum odpowiedziała:
- A ty zastanów się nad niektórymi decyzjami nim będzie za późno… - Malfoy zastanawiał się długo czy wie co ma się wydarzyć tego wieczoru, lecz i tak krzyczał za nią: „Pomylona! Pomyluna!” dopóki nie znikła za zakrętem.
Całe zajście było co najmniej dziwne, więc postanowił pójść za nią, aby dowiedzieć się jakie jest źródło informacji, które ona posiada. Gdy doszła do pustej ściany zrozumiał… Próbuje wejść do pokoju, w którym on spędzał każdą wolną chwilę w tym roku szkolnym w Hogwarcie! Naprawdę, ona wie o wiele więcej niż się spodziewał…
Wkroczyła do pomieszczenia, a on nie wiedział jak wejść za nią nie zauważony więc już chciał odejść gdy usłyszał głos:
- Dracon, chodź ze mną, tchórzofredko – powiedziała odwrócona do niego blondynka więc nic nie mówiąc wszedł do sali.
Znalazł się w bibliotece i ujrzał dwa stoły na środku. Przy jednym z nich siedziała Lovegood, a obok dziewczyna z domu węża. Zrobiło mu się ich żal, siedziały same, bez nikogo innego. A on mógł jak najszybciej pomóc tylko jednej z nich. Odwrócił się jednak i odczekał, aż wszystko się rozpłynie.
Scena zmieniła się. Teraz siedział w celi w Azkabanie, a Krukonka była jego współwięźniem. Unikał jej, a ona coraz bardziej popadała w depresję. Było mu jej żal, lecz nie odezwał się ani słowem.
Następnie znów znalazł się przy drzwiach do Pokoju Życzeń. Luna trzymała go za rękę i przytulała. Nie wiedział, co to było, ale chciał z nią być. Wzmocnił uścisk, zamiast ją odepchnąć. Wtedy ona przemówiła piskliwym głosem:
- Zdecyduj się co jest dobre, bo przecież nie zawsze musisz „grać” rolę tego złego – szepnęła mu na ucho.
Dźwięk jej słodkiego głosiku gdy do niego mówiła, chodził po jego głowie cały dzień. Dopadło go jakieś dziwne uczucie – potrzebował jej, bo Pomyluna jako jedyna rozumiała co czuje, dawała dobre rady… Bał się tego co nastąpi wieczorem. Dziewczyna była wyjątkowa, a on zaczął kierować się sercem. Po lunchu zawołał swojego kumpla – Zabiniego i kazał mu dostarczyć karteczkę Potterowi bez zadawania pytań.
***
„Potter, muszę się z Tobą spotkać, jeszcze przed wieczorem. Jeśli tego nie zrobimy to… Hogwart opanuje mroczna strona. Pod wieczór poleje się krew, chyba, że mi pomożesz…
Draco”
***
- Harry! Wiesz, że Malfoy jest zły i nieprzewidywalny, a ty bez żadnego wahania chcesz iść się z nim spotkać?! Ze swoim największym wrogiem?! - Hermiona zdziwiona próbowała go odwieść od tej decyzji.
- Moim największym wrogiem jest Volde… - usłyszał pisk przerażenia Rona – Och, przepraszam, Sami-Wiecie-Kto. Co mi zrobi „wielki pan arystokrata” Dracon? Nie boję się go… Jedyne w czym jest dobry to eliksiry i latanie na miotle… Nawet nie, Snape faworyzuje Ślizgonów, a do drużyny dostał się dzięki bogatemu ojcu…
Pomimo tego chłopak był zdziwiony wiadomością. Ciekawość zwyciężyła i za chwilę pójdzie odszukać Ślizgona.
***
Była godzina 16:00. Zgodnie z doniesieniami Śmierciożerców, za pół godziny Dumbledore zawoła Harry'ego i wyruszą… A co jeśli Potter jest tchórzem i nie przyjdzie na spotkanie? To do niego nie podobne…
Właśnie w tej chwili znowu wpadł na Lunę. Zaskoczony nie wiedział co zrobić, a ona zaczęła mówić:
- Wiesz co, Draco? To nie ważne, czy on przyjdzie, czy nie… Ważne jest to co mówi ci serce, bo ty sam musisz o tym zadecydować. Słuchaj głosu serca… - stwierdziła.
- Słucham głosu serca – odezwał się do niej.
- Ale którego? Tego prawdziwego, niezależnego od nikogo, czy zlodowaciałego, słuchającego Voldemorta?
- Słucham głosu serca… - zaczął.
- No i co w związku z tym? - zapytała blondynka, już po raz drugi dzisiaj chwytając go za rękę.
- Słucham głosu serca i w związku z tym…
- Teraz powiedz co podpowiada ci twoje serce – próbowała pomóc mu ułożyć sensowne zdanie.
- Słucham głosu serca i w związku z tym zrozumiałem, że cię… kocham – powiedział i pocałował ją namiętnie w usta.
- Och, Malfoy, to słodkie, ale nie o to chodziło! Możemy o tym wyznaniu pogadać później, a teraz powiedz, co mówi twoje serce o wydarzeniach, które mają się rozegrać dzisiaj w nocy.
- Nie chcę brać w tym udziału. A to dzięki tobie. Ale nie chcę też aby uznano mnie za tchórza i… nie wiem co o tym myśleć – wyznał jej blondyn szczerze.
- Jeśli mnie kochasz to oddaj mi pewną przysługę… Zostań tchórzem – uśmiechnęła się – No dobrze, koniec żartów… Cokolwiek nie zrobisz i tak będę cię kochać, Draconie Malfoy'u.
***
Przyszedł ostateczny czas decyzji. Stoi i przeciąga tą chwilę w nieskończoność. Wszyscy pewnie pomyślą, że to staruszek przeciągnął go na stronę dobra, ale nie… To Luna. Widzi ją stojącą za dyrektorem, a ona podpowiada mu jak powinien uczynić. W końcu na scenę wbiega Snape i… Udało się! Nie zrobił tego. Z tylko jednego powodu. Z miłości.

czwartek, 7 maja 2015

Sprawy organizacyjne #1

Hej :]
Tak, to ja postanawiam zostawić tego bloga ale zmienię trochę rozdzialy aktualnie blog jest zawieszony dopóki wszystkiego nie uporządkuję
Pozdrawiam

Obserwatorzy